Niewiadoma

Wciąż jeszcze panuje epidemia covid-19, dlatego trudno przewidzieć, co się wydarzy w najbliższych miesiącach. Gdy pomyślimy o końcu wakacji, od razu przychodzi na myśl pytanie, czy dzieci pójdą do szkoły, czy raczej będą uczyły się zdalnie.
To samo dotyczy zatrudnienia. Jeśli mamy własną firmę, możemy czuć lęk przed tym, czy będzie dobrze prosperować. Jeśli jesteśmy zatrudnieni, być może zadajemy sobie pytanie, czy nie zostaniemy zwolnieni. Może też odczuwamy lęk o własne zdrowie, naszych bliskich. Ten stan może generować dużo napięć, stresu. Chciałabym zachęcić Państwa do chwilowej przerwy, do zatrzymania się i zastanowienia, jak wpływa na nas to, co się wydarzyło i nadal się dzieje. Czy pozwalamy sobie na zarejestrowanie naszego stanu psychofizycznego? Poruszam tę kwestię, ponieważ jednym ze sposobów radzenia sobie z trudnościami jest po prostu blokada na ich przeżywanie. Oczywiście nie wpływa to na ich pojawianie się, odbywa się to poza naszą świadomością.
Przykład Ktoś, kto boi się o to, czy jego firma przetrwa, pozornie o tym nie myśli, jednak stres i napięcie z tym związane będą się w nim kumulować. Taka osoba będzie szybciej się denerwować, złościć na swoich pracowników czy bliskich. Jeśli odetnie się od swoich uczuć, może być bardziej oziębła w relacjach, unikać bliskości. Dzieje się tak, ponieważ nie da się wyłączyć odczuwania tylko mało komfortowych uczuć. Żeby to zobrazować, można to porównać do ściszania radia, gdy słychać nielubianą przez nas piosenkę: na chwilę przyniesie ulgę, ale niestety nie usłyszymy kolejnych piosenek, być może naszych ulubionych. Wyciszenie sprawia, że nie wiemy, co tak naprawdę się w nas dzieje, i to jest najgroźniejsze. Gdybyśmy dopuścili do siebie emocje, nazwali je, mielibyśmy szansę na ich „zaopiekowanie”. Uznając, że jesteśmy smutni, moglibyśmy starać się widzieć więcej pozytywów wokół. Gdybyśmy określili, czego dotyczy nasz lęk, moglibyśmy poszukać jakichś działań zaradczych, np.: lęk przed utratą pracy – pójść kurs, gdzie zdobylibyśmy dodatkowe uprawnienia, aby zwiększyć swoje szanse na zdobycie nowej pracy).
Na naszą złość poszukalibyśmy sposobów na jej niegromadzenie, a jeśli mimo wszystko się nazbiera – konstruktywne rozładowanie. Z tego właśnie powodu najgroźniejsze jest to, co tkwi w nas nienazwane, ponieważ pozbawia nas wpływu na własne życie, na to, co przeżywamy, jak się zachowujemy. Bardzo ważne jest zatem, aby jak najwięcej do siebie dopuszczać. Szczególnie ważne jest dopuszczanie tych trudnych emocji. Unikamy ich, ponieważ nie są przyjemne, ale warto jednak pamiętać, że to one często ratują nasze życie. Na bazie fizyczności: uczucie głodu sprawia, że jemy i organizm może żyć dalej; uczucie zimna sprawia, że się ubieramy, dzięki czemu nie zamarzamy. Podobnie jest z psychiką: wysyła nam sygnały i jeśli je dobrze rozpoznamy i zaopiekujemy się sami sobą, to nasze życie będzie spokojniejsze i szczęśliwsze. Ten rodzaj emocji jest może trudny do przeżywania, ale niesie przynosi nam niezwykle ważne sygnały, działa jak czerwone lampki w samochodzie: mówią czego brakuje. Jeśli zadbamy o ich prawidłowe rozpoznanie i zaspokojenie, będziemy szczęśliwi i zadowoleni.
Barbara Kowalkowska
https://www.psycholog.wyszkow.com.pl/czas-swiateczny/
